poniedziałek, 16 czerwca 2014

Praca

Po dwóch miesiącach pracy w biurze i dojeżdżania codziennie do Żywca, stwierdziłam, że szukam innej pracy. Wysłałam masę CV, rozesłałam wici po znajomych, uaktualniłam dane na różnych platformach i codziennie przeglądałam oferty pracy. Byłam nawet na targach pracy...
W dniu targów miałam wolne, więc jak wyszłam z nich postanowiłam podejść do Kościoła na adoracje. Pomodliłam się, po raz kolejny oddałam swoje życie Bogu i powiedziałam Mu, że ja już nie dam rady nic szukać i On ma się tym zająć. Przyjmę każdą Jego wolę. No i wyszłam... A potem zaczęły się dziać cuda.
Zadzwonił telefon, patrze, nie znam tego numeru. Odbieram, prawie wypowiadając "Galwanizernia, słucham?", ale w ostatniej chwili się powstrzymałam. Okazało się, że dzwoni pani z żłobka, do którego kiedyś wysłałam swoje CV. Chciałaby się spotkać, żebym zobaczyła jak pracują i porozmawiać o pracy. Stwierdziłam, że mam wolne popołudnie i podjechałam tam. Jak mówi mój szef, poszłam za ciosem. Żłobek ładny, kolorowy, na razie nie za dużo dzieci, ale to się ma zmienić. Na początek zaproponowała mi umowę zlecenie i 8 zł na rękę, ale ważne, że jest praca. Więc w Galfamedzie kończę 30 czerwca, a w Cherubinkowie zaczynam 1 lipca.

I powiedźcie mi, że cudów nie ma... A i jeszcze pojadę w sierpniu na wakacje:)
Dziękuję wszystkim za modlitwę i dalej proszę o nią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz